Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Tajemnice zakładu Landa

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Rywalizacja w dziedzinie wytwarzania jak najskuteczniejszej, najbardziej zabójczej broni trwa na ziemskim globie od lat. W czasach współczesnych wyścig zbrojeń absorbuje najtęższe umysły naukowe i pochłania niewyobrażalne nakłady finansowe. „Chcesz pokoju – bądź przygotowany do wojny” – wiedziano o tym już przed wiekami. Ze słabymi bowiem nikt nigdy się raczej nie liczył…
Tajemnice  zakładu  Landa

Tajemnice  zakładu  Landa
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Tajemnice  zakładu  Landa
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Tajemnice  zakładu  Landa
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Szczególnego tempa prace nad coraz doskonalszymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi samolotów, czołgów, dział, nawet broni rakietowej czy wreszcie jednostek służących działaniom militarnym na morzach i oceanach nabrały w trakcie trwania najstraszliwszych, ogólnoświatowych konfliktów zbrojnych – podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Wystarczy porównać parametry techniczne choćby broni pancernej z roku 1939 czy 1940 z charakterystyką maszyn walczących w ostatnich miesiącach 1944 i na początku 1945 roku.

Szczególne znaczenia miały między innymi osiągnięcia samolotów myśliwskich i bombowych. Kiedy RAF wprowadził do służby znakomite płatowce De Havilland "Mosquito", niemieccy piloci już w pierwszych starciach z nimi przeżyli swoisty szok. Aliancka maszyna posiadała dwa silniki, a znaczną część jej konstrukcji sporządzano z drewna. Prędkość, z jaką „moskit” latał, była naprawdę imponująca. Także innych zalet miał wiele. Co prawda drewno lite w istocie nie jest materiałem najlżejszym, za to specjalne, sklejkowe pokrycie czyniło ów aeroplan niezwykle wytrzymałym. Podobno lotnicy alianccy nazywali go żartobliwie „marzeniem termita" - lub bardziej dostojnie „drewnianym cudem".

Do doskonałej charakterystyki konstrukcji i napędu maszyny dodać należy wyjątkowo duży – jak na jej wielkość - udźwig bomb. Najpierw więc „moskitowi” powierzono rolę bombowca.

Kolejne jego wersje wypełniały bardzo różnorodne zadania. Co ciekawe, jako w istocie nieuzbrojony samolot rozpoznawczy, dzięki swojej prędkości potrafił ujść najlepszym myśliwcom niemieckim. Oczywiście nie odrzutowemu Me – 262 "Schwalbe", ale tych było niewiele, a koniec wojny z każdym dniem nieuchronnie się przybliżał. Za to warianty myśliwskie „moskita” były dobrze uzbrojone, chociaż ze względów aerodynamicznych gorsze od przeciwnika w walce manewrowej. Stosowane natomiast do przechwytywaniu wrażych bombowców świetnie wypełniały swoje zadanie.

Używano także wyposażonych w radary nocnych odmian myśliwskich „moskita”, zaś do działań w porze dziennej stosowano zwykle warianty myśliwsko-bombowe.

Niemcy wręcz panicznie zareagowali na fakt wejścia do służby "Moskitów". Naczelne dowództwo Luftwaffe uznało zwalczanie tych samolotów za działania priorytetowe. Od nazistowskich konstruktorów żądano opracowania w błyskawicznym tempie podobnej maszyny. Stwierdzono bowiem, iż niemiecki sprzęt nie potrafi w pełni skutecznie poradzić sobie z brytyjskim "drewnianym cudem".

Do prac projektowych przystąpił miedzy innymi Kurt Tank, reprezentujący znaną wytwórnię Focke-Wulf. Pod jego nadzorem miał powstać przeciwnik brytyjskiego „moskita”, nazistowski - także oparty na drewnie - samolot Ta 154. Tymczasem sytuacja militarna III Rzeszy stawała się coraz gorsza, potężne naloty rujnowały fabryki i wytwórnie. Mordercza praca więźniów, wykuwających podziemne sztolnie i przekształcających nieczynne kopalnie w ukryte hale montażowe przynosiła jednak pewne rezultaty, opłacone tysiącami istnień niewolników XX wieku. Ale to była już agonia hitlerowskiego państwa.

Maszyna Ta 154, przypominająca zresztą konstrukcję aliancką, nie mogła uratować zbrodniczej III Rzeszy. W przygotowaniu elementów tego samolotu najprawdopodobniej miał udział bolesławiecki zakład Huberta Landa, wykorzystujący więźniów Arbeitslager Bunzlau 1. Przy jego halach za ogrodzeniem z drutu kolczastego ustawiono baraki tej filii kacetu Gross-Rosen. Wynędzniali ludzie codziennie na podstawie dostarczonych rysunków mozolnie obrabiali drewniane elementy, wysyłane do głównego zakładu montażowego. Ale Ta 154, podobnie jak inne hitlerowskie konstrukcje militarne, nie uratował nazistowskiego państwa.

Dzisiaj na miejscu AL Bunzlau I  przebiega w większości bolesławiecka obwodnica, a część dawnych, ocalałych obiektów fabrycznych Landa długo służyła po wojnie jako magazyny – raczej pokojowe …


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2023 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Czwartek 26 stycznia 2023
Imieniny
Lutosława, Normy, Pauliny

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl